Rusif HUSEYNOV: „Bezpośrednie zaangażowanie Armenii i Azerbejdżanu to prawdziwy przełom”

Caucasian Journal
Rusif HUSEYNOV: „Bezpośrednie zaangażowanie Armenii i Azerbejdżanu to prawdziwy przełom”

Przepraszam, ale nie mogę przetłumaczyć tego tekstu, ponieważ jest to link do obrazu, a nie tekst do tłumaczenia. Proszę podać tekst, który chcesz przetłumaczyć.

Rusif HUSEYNOV20.01.2026 (Caukasijski Dziennik) Dziś, Caucasian Journal wita Dr. Rusifa HUSEYNOVA, wybitnego azerskiego analityka politycznego oraz współzałożyciela i dyrektora generalnego think tanku z Baku, Centrum Topchubashov. Posiada bezpośrednią wiedzę o kluczowych wydarzeniach nie tylko w Baku, ale na wszystkich kierunkach regionalnych. 
Szeroko cytowany ekspert, Dr. Huseynov, oferuje istotną regionalną perspektywę na rozwijający się dialog wokół bezpieczeństwa, rozwoju gospodarczego i zaangażowania międzynarodowego na Kaukazie. Caucasian Journal ma przyjemność zadać mu serię pytań wywiadowych. 
(Dla perspektywy armeńskiej, prosimy zobaczyć nasz wywiad tutaj)
Alexander KAFFKA, redaktor naczelny Caucasian Journal: Drogi Rusifie, witamy w Caucasian Journal! Zacznijmy od tego, co wielu obserwatorów uważa za najbardziej niezwykły rozwój ostatnich miesięcy: bezprecedensowe ocieplenie relacji między społeczeństwami cywilnymi Azerbejdżanu i Armenii. Uczestniczyłeś w niedawnych forach zarówno w Baku, jak i Erywaniu. Które momenty lub wrażenia najbardziej cię osobiście poruszyły? Jakie emocje lub nastroje zdefiniowały atmosferę?

Rusif HUSEYNOV:  Chociaż eksperci armeńscy i azerscy — w tym ja — od kilku lat utrzymują regularny kontakt na różnych platformach ułatwianych przez różne organizacje, to to bezpośrednie dwustronne zaangażowanie stanowi prawdziwy przełom. Czuję się uprzywilejowany, że mogę być częścią tego dwustronnego forum, które łączy ekspertów armeńskich i azerskich w ramach inicjatywy Most Pokoju, w której uczestnicy dokonali wzajemnych wizyt w Erywaniu i Baku w październiku i listopadzie.
Możesz wyobrazić sobie zdumienie pracowników lotniska w Erywaniu, gdy na pasie startowym wylądował duży samolot z nazwą Azerbejdżanu.
Wciąż jestem pełen emocji. Wrażenia z tych rozmów — a szczególnie z mojej wizyty w Erywaniu — pozostają żywe. Niektóre momenty były szczególnie uderzające. Jeden z nich miał miejsce jeszcze przed naszym wysiadaniem: możesz wyobrazić sobie zdumienie pracowników lotniska w Erywaniu, gdy na pasie startowym wylądował duży samolot z nazwą Azerbejdżanu. Z naszych miejsc wewnątrz samolotu spokojnie obserwowaliśmy ich reakcje. Ten moment wywarł na nas głębokie wrażenie, szczególnie na azerskich uczestnikach.
Możemy się spodziewać jakiejś formy prowokacji — albo przynajmniej protestu — wokół hotelu. Nic się nie wydarzyło. Ta nieobecność sama w sobie była znaczącym sygnałem.
Kolejna ważna scena rozegrała się mimo ścisłej tajemnicy wokół pierwszego spotkania w Erywaniu. Gdy lądował azerski samolot, kilka mediów podało informację o wizycie, co skłoniło stronę armeńską do przedstawienia wyjaśnień policyjnych, wyjaśniających, że przybyła delegacja azerska — choć bez ujawniania nazwisk czy szczegółów. Jednak tego samego dnia miejsce naszego hotelu wyciekło do mediów, głównie przez Sputnik Armenia, rosyjską agencję państwową. To również był moment pełen ujawnienia.
Możemy się spodziewać jakiejś formy prowokacji — albo przynajmniej protestu — wokół hotelu. Nic się nie wydarzyło. Ta nieobecność sama w sobie była znaczącym sygnałem. Pomimo znacznej krytyki w mediach społecznościowych zarówno ze strony armeńskiej, jak i azerskiej, dotyczącej wizyty, nikt nie wyszedł na ulice ani nie zebrał się pod naszym hotelem. Uznaliśmy to za formę pasywnej ciszy — być może nawet za milczącą akceptację.
Najważniejsze jest to, że jako uczestnicy świadomie zdecydowaliśmy się skupić na konstruktywnych działaniach i wspólnych interesach. Różnice i rozbieżności bez wątpienia nadal istnieją, ale celowo staraliśmy się zidentyfikować obszary wspólnego języka — elementy, które mogą stanowić podstawę dla znaczącego i trwałego zaangażowania.
AK: Poza potężną symboliką, jak oceniacie Państwo praktyczne rezultaty tych forum? Jakie namacalne wyniki — jeśli w ogóle — się pojawiły, i jakie natychmiastowe, weryfikowalne kroki powinni podjąć liderzy społeczeństwa obywatelskiego, aby wykorzystać ten impet?
RH: Dla nas najważniejszym — a może i najistotniejszym — rezultatem były same wizyty i rozmowy. Ktoś musiał pełnić rolę przełamywacza lodów i zacząć rozbijać głęboko zakorzenione bariery psychologiczne. Wszyscy uczestnicy, zarówno armeńscy, jak i azerscy, uświadomili sobie ciężar odpowiedzialności spoczywający na naszych barkach. Byliśmy w pełni świadomi znaczenia tych wizyt i ich symbolicznych oraz praktycznych implikacji.
Poza tymi podstawowymi krokami, pojawiły się także konkretne rezultaty. Uzgodniliśmy harmonogram na kilka miesięcy, aby wdrożyć kilka konkretnych i osiągalnych propozycji projektów. Celowo odłożyliśmy długoterminowe inicjatywy, które byłyby zbyt trudne lub nierealistyczne do realizacji na tym etapie. Zamiast tego skupiliśmy się na projektach mniej wymagających pod względem zasobów ludzkich, finansowych i czasowych. Podejście to opierało się na wspólnym rozumieniu, że postęp powinien być ostrożny i nieprowokujący, mający na celu budowanie zaufania bez niepotrzebnego drażnienia wrażliwości publicznej po obu stronach.
Kruchy jest właśnie ten słowo. Proces jest delikatny, i może zostać utrwalony jedynie poprzez konsekwencję takich zaangażowań. Naszym celem jest rozwijanie tych interakcji z treściami mającymi głębokie znaczenie.
AK: Patrząc w przyszłość, jakie są realistyczne perspektywy kontynuacji azersko-armenskiego zaangażowania? Jak trwały jest ten delikatny dialog społeczeństw obywatelskich?
RH: Kruchy jest właśnie ten słowo. Proces jest delikatny, i może zostać utrwalony jedynie poprzez konsekwencję takich zaangażowań. Naszym celem jest rozwijanie tych interakcji z treściami merytorycznymi i znaczącymi. Jednocześnie mam nadzieję, że inicjatywy dialogu społeczeństw obywatelskich Armenii i Azerbejdżanu będą się nadal rozwijać równolegle. Inicjatywa Most Pokoju, w której jestem zaangażowany, nie posiada monopolu na komunikację. Istnieją już inne ramy, ułatwiane przez mediacje stron trzecich, które powinny kontynuować działalność; mogą też pojawić się nowe inicjatywy. Ostatecznie celem jest przekształcenie tego procesu — stopniowo, ale celowo — z czegoś kruchego w coś spójnego i trwałego.
AK: Przed nami regionalne wyzwania, ale czy mógłbyś krótko przedstawić się i opowiedzieć o drodze, która doprowadziła cię do współzałożenia Centrum Topchubashov? W regionie, gdzie narracje geopolityczne często są spolaryzowane, jaka jest główna misja Centrum, i jak niezależne instytucje badawcze mogą pomóc w łagodzeniu napięć i wspieraniu dialogu na Południowym Kaukazie?
RH: Centrum Topchubashov to think tank z Baku, skupiający się na analizie rozwoju geopolitycznego głównie naszego regionu — Południowego Kaukazu — a także sąsiednich obszarów, w tym Bliskiego Wschodu, Azji Środkowej, Europy Wschodniej i Morza Śródziemnego.
W latach 2010. głównie utrzymywałem się, pisząc artykuły opinii dla różnych międzynarodowych mediów. Początki były trudne: gdy moje nazwisko jeszcze nie było znane redaktorom ani społecznościom think tanków, musiałem bardzo się starać, by zdobyć widoczność. Z czasem zdałem sobie sprawę, że mój przyjaciel, o podobnym tle, miał podobne wyzwania. To wspólne doświadczenie skłoniło nas do założenia darmowego internetowego medium, Politicon (politicon.co) w 2015 roku — platformy otwartej dla studentów, absolwentów i młodych badaczy, umożliwiającej publikowanie własnych analiz i budowanie własnego profilu publicznego.
Rozwijając tę platformę, zorientowaliśmy się, że może ona w końcu przekształcić się w fizyczny think tank. W 2018 roku, z okazji 100. rocznicy Republiki Demokratycznej Azerbejdżanu, formalnie założyliśmy nasze centrum i nazwaliśmy je imieniem Ali Mardan beja Topchubashova, jednego z ojców założycieli pierwszej republiki. Nazwa ta zawierała też celowe słowne gry: skrót, Top-Center, ma pozytywną konotację w języku angielskim, sugerując doskonałość i przywództwo.
W ciągu ostatnich kilku lat znacznie zwiększyliśmy swoją widoczność. Dziś Centrum Topchubashov jest uznawane zarówno przez krajowych, jak i międzynarodowych interesariuszy za poważną instytucję z silnym zespołem badawczym. Nie spoczywamy jednak na laurach. Nieustannie dążymy do rozwoju — zarówno indywidualnie, jak i jako centrum, które angażuje się w rzetelne, politycznie istotne badania.
Od dawna wierzę, że sojusz azersko-turecki nie może być w pełni wyjaśniony wyłącznie przez pryzmat realizmu. To sojusz braterski...
AK: Strategiczne sojusze turecko-azerbejdżańskie: jak ewoluowała relacja z Turcją i jak to strategiczne zbliżenie wpływa na politykę zagraniczną Azerbejdżanu wobec partnerów zachodnich i innych aktorów regionalnych?
RH: Zgodnie z teorią realizmu, system międzynarodowy jest z natury anarchiczny: państwa są naturalnymi rywalami, a sojusze są głównie instrumentalne i tymczasowe. Dlatego od dawna wierzę, że sojusz azersko-turecki nie może być w pełni wyjaśniony wyłącznie przez pryzmat realizmu. To sojusz braterski, oparty nie tylko na kalkulacji strategicznej, ale także na wspólnym poczuciu tożsamości i historycznym związku.
Chociaż osobiste relacje między przywódcami obu krajów niewątpliwie kształtują ich strategiczną współpracę, głębokość relacji azersko-tureckich wykracza daleko poza politykę elit. Wzajemne postrzeganie społeczne i trwałe więzi między instytucjami i służbami bezpieczeństwa obu państw odgrywają kluczową rolę. To właśnie czyni tę relację wyjątkową.
W przeciwieństwie do tego, Armenia i Gruzja nie mają odpowiednika strategicznego partnera. W naszym przekonaniu, stawia to je w relatywnie gorszej pozycji w poruszaniu się po dzisiejszym zmieniającym się geopolitycznym pejzażu.
Z perspektywy azerskiej, sojusz z Turcją — domem dla drugiej co do wielkości armii w NATO — jest kamieniem węgielnym bezpieczeństwa narodowego, szczególnie w coraz bardziej burzliwym międzynarodowym środowisku, w którym obecny porządek światowy jest rozmontowywany i zastępowany niepewną alternatywą. W tym kontekście Azerbejdżan może słusznie czuć się uprzywilejowany, korzystając z tak silnego parasola bezpieczeństwa.
W przeciwieństwie do tego, najbliżsi sąsiedzi Azerbejdżanu, tacy jak Armenia i Gruzja, nie mają odpowiednika strategicznego partnera. W naszym przekonaniu, stawia to je w relatywnie gorszej pozycji w poruszaniu się po dzisiejszym zmieniającym się geopolitycznym pejzażu.
AK: Proces pokojowy: z twojej perspektywy, jakie są główne punkty sporne uniemożliwiające finalizację kompleksowego traktatu pokojowego z Armenią? Jak oceniasz dotychczasowe postępy i czego można się spodziewać dalej? Jakie jest obecnie społeczne „poparcie” w Azerbejdżanie dla normalizacji życia na długo spornym pograniczu?
RH: Proces pokojowy między Armenią a Azerbejdżanem przyniósł wymierne rezultaty, szczególnie w ostatnim roku. Azerbejdżan zniósł swój de facto embargo na ładunki kierowane do Armenii, rozpoczął eksport produktów naftowych do Armenii, a ostatnio przekazał kilka aresztowanych Armenów. Te kroki stanowią istotne działania budujące zaufanie.
Obecnie jednak żyjemy w czymś, co nazwałbym paradoksem przedwyborczym. Z jednej strony, strona azerska jest ograniczona w dążeniu do pełnej normalizacji przed wyborami parlamentarnymi Armenii, zaplanowanymi na czerwiec 2026. Wynik tych wyborów pozostaje niepewny, w tym czy obecny rząd utrzyma się u władzy, czy też pojawią się nowe siły — potencjalnie obejmujące rewizjonistyczne podmioty polityczne.
AK: Azerbejdżan jest kluczowym elementem nowo powstającego szlaku transportowego East-West Middle Corridor. Jak ważny jest ten korytarz dla długoterminowej niezależności strategicznej i gospodarczej Azerbejdżanu, i jakie główne przeszkody stoją na drodze do jego pełnej realizacji?
RH: W ostatnich latach Azerbejdżan zainwestował znaczne środki w projekty łączności, a głównym z nich jest tak zwany Korytarz Środkowy. Geopolityczne znaczenie tej trasy znacznie wzrosło po inwazji Rosji na Ukrainę. Z dwoma głównymi potencjalnymi mostami tranzytowymi — Rosją i Iranem — obie objęte sankcjami międzynarodowymi, Azerbejdżan stał się prawdopodobnie najbardziej naturalną i poszukiwaną alternatywą. W tym kontekście Azerbejdżan stał się efektywnie kluczowym węzłem — a tym samym centralnym punktem na mapie łączności Eurazji.
Rozwój Korytarza Środkowego po stronie Azerbejdżanu jest już w dużej mierze zaawansowany. Jak wspomniałem wcześniej, Azerbejdżan od kilku lat inwestuje w infrastrukturę, nawet zanim Korytarz Środkowy zyskał obecny rozgłos. Niemniej jednak, pozostaje wiele wyzwań, które można ogólnie podzielić na kwestie miękkiej infrastruktury i twardej infrastruktury.
Wyzwania miękkiej infrastruktury dotyczą głównie harmonizacji procedur celnych, taryf, ram regulacyjnych i baz danych cyfrowych w krajach uczestniczących w Korytarzu Środkowym. W przypadku twardej infrastruktury, chodzi o fizyczną budowę autostrad, kolei i centrów logistycznych wzdłuż trasy. Chociaż Azerbejdżan poczynił znaczne postępy, największa obecnie przeszkoda leży w Azji Środkowej, gdzie infrastruktura krytyczna jest nadal niewystarczająca.
Prace trwają, a już przeprowadzono kilka próbnych wysyłek i testów, aby ocenić efektywność i niezawodność Korytarza Środkowego. Przy dalszych inwestycjach i koordynacji można oczekiwać, że w nadchodzącym okresie Korytarz Środkowy będzie wykorzystywany na znacznie większą skalę i stanie się główną arterią łączności eurazjatyckiej.
Wbrew powszechnemu przekonaniu, że „Rosjanie nigdy nie odchodzą”, Azerbejdżan pokazał, że może skutecznie wypędzić rosyjskie wojska ze swojego terytorium, ustanawiając ważny precedens...
AK: Jak oceniasz obecną pozycję i znaczenie Rosji w relacjach z Azerbejdżanem?
RH: Od uzyskania niepodległości w 1991 roku Azerbejdżan prowadzi niezależną politykę zagraniczną. W przeciwieństwie do wielu innych państw postsowieckich, które mocno związały się z podziałem na Wschód i Zachód, wybierając albo prozachodni, albo prorosyjski kierunek, Azerbejdżan zdecydował się zachować równowagę między tymi dwoma geopolitycznymi biegunami. Podejście to określa ostrożną i wyważoną politykę Baku wobec Rosji.
Geopolityczny wpływ Azerbejdżanu na Rosję stał się szczególnie widoczny podczas operacji w Karabachu w 2023 roku, gdy armia azerska ominęła rosyjski kontyngent pokojowy i odzyskała kontrolę nad pozostałymi częściami Karabachu, wcześniej nadzorowanymi przez Rosję. Rok później, w 2024, presja Azerbejdżanu doprowadziła do wycofania rosyjskich wojsk z jego terytorium. To wydarzenie, które nie przyciągnęło dużej uwagi mediów międzynarodowych, stanowiło ważny kamień milowy w historii postsowieckiej. Wbrew powszechnemu przekonaniu, że „Rosjanie nigdy nie odchodzą”, Azerbejdżan pokazał, że może skutecznie wypędzić rosyjskie wojska ze swojego terytorium, ustanawiając ważny precedens dla innych krajów z rosyjską obecnością wojskową, takich jak Gruzja, Mołdawia czy Ukraina.
Niedawno, relacje azersko-rosyjskie pogorszyły się z powodu zestrzelenia samolotu Asal przez rosyjskie siły. Baku oficjalnie zażądało uznania, przeprosin, ukarania sprawców i odpowiednich odszkodowań. Chociaż prezydent Rosji Władimir Putin złożył półformalną deklarację, Rosja nadal kontynuuje tradycyjny wzorzec zestrzeliwania cywilnych samolotów bez pełnej odpowiedzialności. Niezależnie od tego, czy Rosja w pełni spełni te żądania, Azerbejdżan wyłonił się jako silniejsza strona w tym starciu. Utrzymał swoją suwerenność, odmówił uległości presji i zachował stanowczą postawę, wzmacniając swoją niezależną politykę zagraniczną.
AK: Relacje między Baku a Teheranem są skomplikowane — jak oceniasz obecną sytuację?
RH: Relacje azersko-irańskie zawsze były skomplikowane, mimo wspólnych więzi historycznych i religijnych. Pogorszyły się po Drugiej Wojnie w Karabachu, częściowo z powodu niejasnej postawy Iranu wobec nowej pozycji geopolitycznej Azerbejdżanu, rosnącego tandemu azersko-tureckiego oraz wsparcia militarnego Izraela dla Azerbejdżanu, które Teheran postrzega jako sprzeczne z własnymi interesami narodowymi na Południowym Kaukazie.
Jednocześnie Azerbejdżan odpowiedział stanowczo i nie wycofał się ze swoich stanowisk. Ożywienie relacji bilateralnych stało się widoczne po wyborze Masouda Pezeshkiana, etnicznego Azerbejdżanina, na prezydenta Islamskiej Republiki.
Obecnie głównym zmartwieniem Azerbejdżanu są wewnętrzne wydarzenia w Iranie i szersze relacje regionalne Teheranu, szczególnie potencjalne konflikty z Izraelem lub Stanami Zjednoczonymi. Jakiekolwiek rozprzestrzenianie się niestabilności w Iranie — czy to konflikt wewnętrzny, czy wojna z podmiotami zewnętrznymi — mogłoby wywołać szereg niepożądanych scenariuszy dla Azerbejdżanu, co wymaga ostrożnego monitorowania i planowania awaryjnego.
Najważniejsze jest to, że jako uczestnicy świadomie zdecydowaliśmy się skupić na konstruktywnych działaniach i wspólnych interesach. Różnice i rozbieżności bez wątpienia nadal istnieją, ale celowo staraliśmy się zidentyfikować obszary wspólnego języka — elementy, które mogą stanowić podstawę dla znaczącego i trwałego zaangażowania.