Historia decyduje, dokąd cię zaprowadzi

Transitions Online
Historia decyduje, dokąd cię zaprowadzi

Brak tanich rozwiązań: Jedzenie, książki i historia na Bałkanach. Wywiad z Darko Tusevljakovicem.

Brak tanich rozwiązań: Jedzenie, książki i historia na Bałkanach. Wywiad z Darko Tusevljakovicem.

Darko Tusevljakovic urodził się w Zenicy, Jugosławia (obecnie Bośnia i Hercegowina) w 1978 roku.  Studiował język angielski i literaturę na Uniwersytecie w Belgradzie, a następnie opublikował swoją pierwszą powieść w 2010 roku. Od tego czasu wydał łącznie pięć powieści i trzy zbiory opowiadań, a jego pisarstwo przyniosło mu cztery główne nagrody. Przed zdobyciem Nagrody NIN w 2025 roku, zdobył również prestiżową Nagrodę Ivo Andrića za opowiadania (2023), Nagrodę Unii Europejskiej za Literaturę (2017) oraz na początku swojej kariery nagrodę Lazara Komarcica za science fiction. 

Oprócz pisania, od 2016 roku pracuje jako redaktor i tłumacz w cenionej serbskiej oficynie wydawniczej Carobna knjiga. Jego tłumaczenie The Heart of the Matter Grahama Greene'a zostało wyróżnione przez Literackie Towarzystwo Wojwodiny jako tłumaczenie roku w 2020. Jego fikcja została do tej pory przetłumaczona na angielski, włoski, bułgarski, albański, rumuński, słoweński, hiszpański, grecki i macedoński.

John K. Cox: Jako pisarz, czego najbardziej nie lubisz mówić w wywiadach?

Darko Tusevljakovic: Naturalnie, najbardziej nie lubię pytania o to, o czym najbardziej nie chcę rozmawiać w wywiadach.

Wydarzyła się jedna Twoja książka przetłumaczona na angielski, The Chasm, w 2020 roku. Jaką pracę chciałbyś zobaczyć opublikowaną jako następną w anglosferze?

Uważam, że moja najnowsza powieść, Karota, mogłaby nawiązać kontakt z czytelnikami, którzy nie są osadzeni w glebie Bałkanów. Mówię to mimo, albo może właśnie dlatego, że tacy czytelnicy nie dzielą doświadczeń, które my wszyscy mamy, jeśli byliśmy karmieni tą glebą. Duża część książki dotyczy początku lat 90., kiedy wcześniej duży kraj, Jugosławia, zaczął się rozpadać. W tej książce opisuję los grupy chłopców z różnych grup etnicznych, których gry, czasami same w sobie brutalne, są zakłócane przez znacznie poważniejszą przemoc ze strony dorosłego świata, co brutalnie przerywa ich dzieciństwo. Książka opisuje moment pęknięcia, gwałtownej i niechcianej przerwy w jednym stylu życia i początek innego. Innym tematem jest migracja, sposób, w jaki opuszczenie jednego terytorium na rzecz innego, zmiana otoczenia i kontekstu, wpływa na człowieka. Te rzeczy mogą go ukształtować; mogą go wzbogacić lub osłabić. W tym sensie, myślę, że czytelnicy, którzy nie są zbyt dobrze poinformowani o rozpadzie Jugosławii, mogą dostrzec uniwersalny problem, który dziś jest obecny wszędzie na świecie, choć jest ściśle związany z naszym bałkańskim doświadczeniem.

Jesteś także tłumaczem, a wiele Twoich prac jest tłumaczonych. Co czyni tłumaczenie, lub tłumacza, dobrym?

Darko Tusevljakovic, z jego strony na Facebooku.

Ach, to trudne pytanie, bo odpowiedź nie może być precyzyjna. Zawsze jest ten jeden element, na który trudno wskazać palcem, coś ulotnego, co najłatwiej podsumować w zdaniu takim jak to: muszą po prostu być utalentowani. Oprócz talentu jako koniecznego fundamentu dla pracy twórczej – a ja zdecydowanie uważam tłumaczenie za pracę twórczą – tłumacz musi także dobrze znać oba języki, z którymi pracuje. Często ludzie błędnie podkreślają język źródłowy, mówiąc, że tłumacz musi mieć znakomitą znajomość języka oryginału. To oczywiście prawda, ale zawsze dodaję, że musi równie dobrze znać język docelowy. Zbyt często spotykam tłumaczenia na serbski, w których widać, że tłumacz płynnie posługuje się językiem źródłowym, ale ma problemy z własnym językiem ojczystym.

Co oznacza dla Ciebie wygrana Nagrody NIN, najbardziej prestiżowej nagrody literackiej w Serbii? Jak to jest dzielić scenę z pisarzami takimi jak Danilo Kiš, Dubravka Ugrešić, David Albahari, Goran Petrovic?

Teraz mogę postawić swoje napoje na rachunku w pubie! Ha! … No, oczywiście, to rzuciło nowe światło na moją pracę i mnie. [Karota] naprawdę dotrze teraz do każdego zainteresowanego czytelnika, co może być tylko dobre dla niej i dla mnie. Już dostaję mnóstwo komentarzy od ludzi, którzy dopiero teraz, po Nagrodzie NIN, poznali moją twórczość, choć to jest moja ósma książka. Tradycja i wpływ Nagrody NIN są naprawdę ogromne w tych stronach. Od dziesięcioleci Nagroda NIN jest kwintesencją nagrody literackiej, najpierw w Jugosławii, a potem w Serbii… i jest to pewnego rodzaju „wydarzenie” na poziomie krajowym. W ten sposób nie ma większego uznania, jakie pisarz w serbskim może zdobyć. Dlatego mogę być tylko szczęśliwy z tego powodu. Słyszę wiele komentarzy, że teraz, gdy jestem laureatem NIN, mam wielką odpowiedzialność, a moja kolejna praca będzie trudna do napisania z powodu nagrody. Ale mam odwrotne wrażenie – że będzie łatwiej niż wcześniej. Innymi słowy, „Hej, wygrałem Nagrodę NIN i mogę robić, co chcę.”

Która z Twoich powieści jest najbardziej polityczna? Jak tak, i jak została przyjęta?

Karota jest chyba moją najbardziej polityczną powieścią. W niej ważne role odgrywają moment rozpadu kraju i moment, gdy wojna zaczęła się gotować w Chorwacji; duża część fabuły osadzona jest dokładnie w tym czasie i miejscu, a postaci są ściśle związane z tymi wydarzeniami, czy to je inicjują, czy też cierpią ich konsekwencje (i często zdarza się, że jedno i drugie). Znowu, nie wierzę, że to jest powieść polityczna, bo naprawdę chciałem uniknąć przyjmowania jakichkolwiek „taniej” postawy politycznej, bo to pułapka, w którą łatwo wpaść. Ale prawda jest taka, że powieść porusza delikatne tematy z naszej niedawnej przeszłości. Karota to opowieść o konflikcie Serbów i Chorwatów, ale w jej opowiadaniu nigdy nie wspominam o narodowej tożsamości postaci, bo chciałem podkreślić, że nie upraszczam bohaterów, ani ich działań, ani nie przypinam im „etykietki” tego typu. Działania i myśli to elementy, z których powinni się składać bohaterowie, a nie rozważania typu, kim był ich ojciec albo do jakiego kościoła należą. Pisząc o konflikcie takim jak nasz, uważam, że kluczowe jest, by nie sięgać po łatwe czy tanie rozwiązania.

Wielu czytelników kontaktuje się ze mną, mówiąc, że doświadczyli podobnych przeżyć. Wielu z nich widzi siebie w wydarzeniach, które opisuję, i rozpoznaje emocje, które przekazuje powieść. To dla mnie wiele znaczy. Z drugiej strony, są tacy, którzy życzą sobie, aby książka wyjaśniła im przeszłość i zaoferowała konkretne odpowiedzi na temat wojny, wyjaśniając, kto był winny, ale obawiam się, że powieść nie może tego zrobić. Nie miałem takiego zamiaru.

Czy uważasz się za serbskiego pisarza? Dlaczego tak, albo dlaczego nie?

Jestem pewien, że tego pytania nie zadałby żadnemu amerykańskiemu pisarzowi. Nikt na przykład nie zapytałby Jennifer Egan czy Jonathana Franzena, czy uważają się za amerykańskich pisarzy. Bo jakoś to jest domniemane. Ale rozumiem, dlaczego to pytanie zawsze zadaje się nam, ludziom z Bałkanów. Nasza niedawna (i, trzeba przyznać, także starsza) historia jest pełna niepewności geopolitycznych, pytań o przynależność narodową, terytorialną i religijną, więc fraza „serbski pisarz” nie oznacza dziś tego samego, co 50 lat temu na przykład, albo 150 lat temu. Ale w moim przypadku odpowiedź jest prosta i nie jest obciążona kwestiami narodowymi czy, o zgrozo, nacjonalistycznymi: uważam się za serbskiego pisarza, ponieważ od dziesięcioleci mieszkam w Serbii i jestem jej obywatelem. To powinno wystarczyć.

Urodziłeś się w Bośni, ale obecnie mieszkasz w Serbii. Jakie były okoliczności, w tych decydujących latach, Twojego przeprowadzki do Belgradu?

Urodziłem się w Bośni, ale mieszkałem tam tylko przez krótki czas. Jako niemowlę, mieszkaliśmy w Czarnogórze, a potem uczęszczałem do przedszkola i szkoły podstawowej w Chorwacji, gdzie wojna nas dopadła. Przerwała naszą rodziną podróż wzdłuż wybrzeża Adriatyku. To z powodu wojny wróciliśmy z Zadaru, miasta, które opisuję w powieści Karota, do Bośni, gdzie urodziła się moja matka i gdzie jej krewni mieszkali w tym czasie. Wielu ludzi, gdy wybuchła wojna w Chorwacji, nie wierzyło, że te konflikty rozleją się na Bośnię, ale to się szybko stało, i rok później musieliśmy opuścić też Bośnię. Moi rodzice opuścili Sarajewo w konwoju wojskowym i przekroczyli granicę do Serbii, podczas gdy ja z siostrą zostaliśmy w Zenicy, w centrum Bośni, pod opieką dziadków, przez około osiem miesięcy. W końcu Międzynarodowy Czerwony Krzyż zdołał nas wyciągnąć, trasą improwizowaną. Pojechaliśmy jeepem przez góry i wąwozy Bośni do chorwackiego Splitu. Stamtąd polecieliśmy do Zagrzebia, a potem do Węgier w vanie, gdzie w końcu, po trzech dniach podróży, spotkała nas kolejna ekipa Czerwonego Krzyża z Belgradu. Pamiętam, jak wysiadając z jeep'a, pomyślałem, że moi rodzice się skurczyli – minęło osiem miesięcy, a w tym czasie wyrosłem szybciej niż kiedykolwiek. Tak się złożyło, że w Belgradzie spotkali mnie ci mali ludzie, zamiast tych wysokich, których miałem w pamięci.

Plotki mówią, że jesteś zakochany w swoim „čushkopeku”. Myślę, że masz coś do wyjaśnienia, panie.

Čushkopek [čuškopek] to magiczna maszyna, której użycie jest wyznacznikiem pierwszego kroku w przygotowaniu jeszcze bardziej magicznego produktu zwanego ajvar. W tym regionie konserwowanie i robienie przetworów jest bardzo ważną częścią naszej tradycji. Kiszona kapusta, tursija (mieszane warzywa w occie), dżemy i galaretki – wszystko to było przygotowywane w naszych domach od pokoleń, a szczególną kategorię tych ulubionych produktów stanowią te, których głównym składnikiem są słodkie czerwone papryki. Najbardziej popularny jest ajvar, który jest technicznie mówiąc pieczonym i potem duszonym pastą z mielonej czerwonej papryki i przypraw (sól, olej, ocet, ostra papryka, a według gustu także mielony bakłażan). Ajvar pochodzi od sąsiednich krajów Bułgarii i Macedonii Północnej, ale Serbia jest również znana z niego, szczególnie jej południowych regionów. W mojej rodzinie ajvar jest robiony od pokoleń, a gdy tylko mogłem zacząć go robić, dostałem przepis od matki i wspomniany wcześniej čushkopek od teściowej. A čushkopek, dla jasności, to roaster do papryki. Ponieważ jako naród lubimy dzielić się na frakcje w każdej kwestii, od sportu po politykę i historię, jesteśmy też podzieleni gastronomicznie: są tacy, którzy twierdzą, że prawdziwy ajvar nie może zawierać żadnego bakłażana, i tacy, którzy lubią dodawać bakłażana, bo dodaje on łagodności i kremowości. Dlaczego ajvar i jego przygotowanie są dobre dla pisarza? Bo dają powód, by wstać od komputera i zrobić coś pożytecznego fizycznie. Poza tym, łączą nas ze społecznością, bo to nie jest praca, którą ktoś robi sam. To jest praca zbiorowa. Przygotowywanie tursiji to też niemal rytuał.

Ostatnie pytanie o Twoje pisanie: Kiedy masz pomysł lub obraz, nad którym chcesz pracować, czy wiesz z wyprzedzeniem, czy będzie to część wiersza, opowiadania czy powieści?

Nie sądzę, żeby istniała tutaj jakaś sztywna zasada. Czasami wiesz, że z pomysłu wyłoni się opowiadanie; po prostu, z wyprzedzeniem, wydaje ci się, że ilość pomysłów jest taka, że to będzie najlepsza forma. Czasami wiesz, że pomysł jest na tyle złożony, że rozwinie się w powieść. A czasami nie masz pojęcia, a historia sama zdecyduje, dokąd cię zaprowadzi. Na przykład, raz wpadł mi do głowy pomysł o aplikacji, która znajdzie idealnego partnera dla kogoś, ale potem ci idealni partnerzy odłączają się od reszty świata; oczywiste było dla mnie, że ten pomysł ma wystarczający potencjał, by stworzyć powieść. Nieważne, że najpierw uformowałem go w nowelę, a dopiero później rozwinąłem w jeszcze dłuższą formę! Z drugiej strony, powieść Jegermajster zacząłem pisać z jednym obrazem w głowie: para na brzegu próbująca się zorientować, jak się tam znaleźli, i z tego spontanicznie wyrosła historia na ponad 200 stron. Pomysł z snu naturalnie połączył się z sceną na plaży – i voila, powieść. Ale gdybym trzymał się tylko tej linii brzegowej, z tym jednym scenariuszem, może skończyłoby się to jako mała opowieść na kilka stron. Dlatego czasami wszystko zależy od tego, dokąd zaprowadzi cię historia. Uważam, że pomysły mają w sobie potencjał: niektóre lepiej realizować w małym formacie, inne mają wystarczająco „mięsa” na długi format. Jednakże, pisarz nie zawsze jest tego świadomy z wyprzedzeniem.

Jak byś scharakteryzował relację między pisarzami, publicznością a wydawcami z byłej Jugosławii? W miarę jak kraje i, oficjalnie, języki, różnią się politycznie, co, Twoim zdaniem, dzieje się „na miejscu”? Gdy literatura jest dzielona i doceniana na tych (nowych) granicach, czy wspólna nić to „jugonostalgia”, czy coś innego?

Niektóre z byłych państw jugosłowiańskich naprawdę dzielą język w tym sensie, że choć istnieją drobne różnice leksykalne i gramatyczne, wszyscy się rozumiemy i możemy czytać swoje dzieła bez tłumaczeń. Dla mnie oznacza to, że jest to zjednoczona przestrzeń kulturowa w tym zakresie. Nie powiedziałbym, że ta perspektywa sięga aż do jugonostalgii, raczej po prostu do chęci dzielenia się coraz większą ilością doświadczeń przez literaturę, by zaspokoić naszą silną ciekawość czytania i tworzenia. Czemu miałbyś się odcinać od ludzi mieszkających i tworzących poza twoim krajem, skoro ich rozumiesz doskonale? Co więcej, dzieląc relatywnie ciasną przestrzeń Bałkanów, dzielisz też podobne konteksty, rozpoznajesz siebie w innych i możesz identyfikować się z troskami i radościami autora zza granicy. W rzeczywistości często stajesz przed podobnym dylematem. Jak więc można nie postrzegać tego jako jednej przestrzeni kulturowej? Na jakiej podstawie mielibyśmy się dzielić wewnątrz niej? Gdy planeta stała się mniejsza niż kiedykolwiek, a my rozmawiamy o podziałach! Jeśli tak będziemy dalej, ostatecznie zostaniemy z małymi kawałkami ziemi wielkości naszych stóp, które nazwaliśmy „naszymi”. Każdy będzie miał jeden kwadrat ziemi, a to będą nasze „kraje”.

Jak byś ocenił wpływ wojen w byłej Jugosławii na swoje pisarstwo?

Nie wierzę, że jestem obciążony tematami wojennymi czy związanymi z rozpadem mojego dawnego kraju. Jakoś wydaje się, że od nas oczekuje się pisania o tym, ale nie jest to jedyny temat, ani nie powinien być. Zajmuję się wojną wtedy, gdy historia tego wymaga, i w stopniu, w jakim jest to konieczne w danej opowieści. Czasami to tylko echa przeszłości, przypomnienia o latach wojny, o uchodźcach czy głębokim kryzysie, w którym Serbia się znalazła w latach 90. Przypomnienia o protestach, rządach Slobodana Miloševicia i podobnych sprawach. Część tego jest w moich opowiadaniach i powieściach, ale nigdy nie jest to główny motyw. To raczej tło, atmosfera, która tworzy odpowiedni kontekst dla fabuły.

Vegemite czy Marmite?

Ha! To się ciągle zmienia. Przez długi czas na pierwszym miejscu była Marmite, ale ostatnio bardziej polubiłem australijską wersję, głównie ze względu na konsystencję. Rozsmarowuje się łatwiej. Ale wcale nie protestuję, gdy wszyscy, którzy mnie odwiedzają, przynoszą słoik jednej z tych past, żebym mógł „dodać trochę energii do śniadania”.


John K. Cox jest profesorem historii Europy Wschodniej na North Dakota State University w Fargo. Specjalizuje się w historii intelektualnej Bałkanów i Europy Środkowej od 1815 roku. Opublikował dziesiątki tłumaczeń literackich, w tym książki Danilo Kisa, Biljany Jovanović i Judity Salgo, i obecnie tłumaczy Isidorę Sekulić.

Wywiad ten został wsparty przez Fundusz na rzecz Projektów Książkowych Europy Środkowej i Wschodniej, Amsterdam.

Najnowsze wiadomości

Komentarz

Dlaczego społeczności Ukrainy nadal marnują szanse na odbudowę


autor Valerii Kravets
04 Gru 202504 Gru 2025


Komentarz

Jak wojna na Ukrainie zamieniła jednoskierunkową emigrację Mołdawii w dwukierunkowy korytarz migracyjny


autor Diego Muro, Geza Dobo i Robert Gonczi
03 Gru 202504 Gru 2025


Społeczeństwo obywatelskie

Po żałobie, co dalej dla Serbii?


autor Camillo Cantarano
03 Gru 202507 Sty 2026


Społeczeństwo

Chersoń: Trzy lata po wyzwoleniu


autor Stanislav Ostrous
01 Gru 202525 Lut 2026